Gorący trend french make-up – czy każda z nas może sobie na niego pozwolić? | Blaber
#MIDOTWARZY

Gorący trend french make-up – czy każda z nas może sobie na niego pozwolić?

Czy słońce za oknem oznacza lżejszy makijaż? Dla wielu z nas tak, pod warunkiem, że akceptujemy to,  jak wygląda nasza cera bez solidnej warstwy podkładu i korektora. Przybliżamy, co kryje się pod nazwą makijażu w stylu french i które znane Polki są jego zwolenniczkami. Podpowiemy też jak w 5 krokach doprowadzić cerę do takiej kondycji, by w lekkim makijażu twarz wyglądała promiennie i atrakcyjnie – bez względu na to ile mamy lat i z jakimi problemami skóry się zmagamy.

Tajemnica to 12% kwasu glikolowego – odmładzający peeling w kremie >>>

Zdrowa, witalna skóra, która nie potrzebuje mocnego makijażu to nie tylko zasługa genów. Pielęgnacja odgrywa tu równie ważną rolę. Ale nie zawsze jest to proste. Na każdym kroku próbuje się nam wmówić, że mocno umalowana kobieta to kobieta zadbana. Na szczęście ostatnio modny stał się najbardziej naturalny ze wszystkich make-upów – ten w stylu french.

I choćbyśmy miały widoczne niedoskonałości, które próbujemy zatuszować, możemy sobie na niego pozwolić. Jest tylko jeden warunek – zanim po niego sięgniemy, trzeba poprawić (sprawdź prosty sposób na skuteczne poprawienie stanu skóry klikając tutaj), a w tym pomogą nam wskazówki dermatologów. Wcześniej jednak pokażemy Wam, jak makijaż w stylu Francuzek postrzegany jest wśród Polek.

Francuska moda na naturalność

Na ulicach Paryża większość kobiet ma minimalny make-up, a mimo to wciąż pozostają one kwintesencja elegancji i stylu. Żadna z nich nie usłyszy, że wygląda na zaniedbaną. Inaczej sprawa ma się w Polsce. Jedna z makijażystek gwiazd, kiedy po kilku latach spędzonych w USA wróciła do kraju, zauważyła, że sposób w jaki malują się Polki, zamiast wydobywać ich urodę, zakrywa to co naturalne i autentyczne. Bo wciąż wiele z nas przekonana jest, że mocny makijaż lansowany na Instagramie to ideał piękna.

12% kwasu glikolowego – jedyny krem z tak dużym stężeniem >>>

Postanowił sprawdzić to Filip Chajzer, który wyszedł z założenia, że kobiety w dużej mierze malują się dla mężczyzn. W ulicznej sondzie zapytał kilkunastu panów, która z dwóch towarzyszących mu modelek bardziej im się podoba. Jedna z dziewczyn była umalowana wyzywająco, druga miała na twarzy właściwie niedostrzegalny make-up. Wszyscy mężczyźni jednym głosem stwierdzili, że wolą naturalność i właśnie taki makijaż u kobiet najbardziej zwraca ich uwagę. Mimo, że autentyczność jest w cenie i w swoich makijażach propagują ją gwiazdy takie jak Maja Ostaszewska, Magdalena Boczarska, czy Ewa Chodakowska – wiele kobiet wciąż nie czuje się na tyle komfortowo, by ograniczyć ilość kosmetyków na twarzy.

Naturalność przykryta warstwą makijażu

Przeszkodą jest cera, która zwykle pozostawia wiele do życzenia. To fakt, że podkład, bazy i utrwalacze makijażu skutecznie te zmiany i niedoskonałości tuszują. No bo jak opowiedzieć się za modą na subtelny make-up, oznaczając zdjęcia #nofilter, podczas gdy makijaż zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że czujemy się piękniejsze? Jednak jak wynika z sondy, tak jest tylko w naszym wyobrażeniu. Trendy wskazują jasno – świat mody, opinia mężczyzn i ikon stylu, wszyscy mówią dziś o naturalnym french make-upie. Chyba, że jest to kreacja na okładkę Vogue’a – tam wyrazisty, artystyczny makijaż ma swoje uzasadnienie.

Jednak zawsze punktem wyjścia jest zdrowajednolitadobrze nawilżona cera, która stanowi najlepsza bazę dla makijażu – tego nie nadrobi nawet najlepszy podkład, konturowanie i rozświetlanie. Większość z nas ma niedoskonałości, które potrafią wpędzić w kompleksy – wypryski, blizny po trądziku, przebarwienia po słońcu, zaczerwienienia i alergie… lista nie ma końca. Makijaż tuszuje oznaki niezdrowej cery, a kiedy zarwiemy noc – zakrywa wszystko to, co chcemy ukryć, by pokazać światu lepszą wersję siebie.

Ale czy to jedyne rozwiązanie? Można przecież zregenerować skórę tak, aby była oznaką zdrowia – nawet jeśli wydaje się nam, że tylko serie zabiegów w salonach to jedyna deska ratunku. Zdaniem dermatologów kluczem do zdrowej cery „po przejściach” jest stosowanie 5 kroków, które podobnie jak zabiegi, zapewniają skórze zastrzyk energii i wypoczęty wygląd. Do takiej kuracji, która wzmocni skórę i zwalczy problemy z cerą najlepiej wykorzystać jedną linię kosmetyków, które wzajemnie dopełniają swoje działanie.

5 kroków do zdrowej cery

Domowe stosowanie kwasów np. kwasu glikolowego (łagodniejszego, np. w stężeniu 5% i intensywnego 12%) można porównać do serii zabiegów mikrodermabrazji diamentowej (tutaj znajdziesz przykładowe ceny takich kosmetyków). Przy delikatnej skórze równie ważna jest ochrona słoneczna, czyli filtr w kremie oraz odżywczy na dzień, regenerujący krem na noc i niezbędna dziś woda micelarna do wieczornego oczyszczania skóry.

Na takim wielofunkcyjnym działaniu, które przygotuje cerę do makijażu w stylu no make-up oparła się np. zyskująca ostatnio popularność linia dermokosmetyków Colline Pharma. Przyczyną tego zainteresowania są składniki takie jak: kwas glikolowy oraz kompleks Ecoskin, który nawadnia i odbudowuje cerę. Francuska marka zbadała, że u Paryżanek zdrowa skóra to podstawa zadbanego wyglądu. Dla nich liczy się to, kiedy makijaż współgra z urodą, ale nie odbiera naturalnego uroku, który nazbyt często staramy się przykrywać.

Mniej znaczy więcej

Bez pielęgnacji, która stawia na witalną, gładką cerę, żadne, nawet najlepsze kosmetyki kolorowe nie spełniają swojego zadania. Jeśli i dla Was liczy się naturalność i wolicie zdjęcia, które przedstawiają świat „bez filtra”, nie trzeba Wam wyjaśniać, że mniej znaczy więcej. Wygląd skóry ma ogromny wpływ na to, czy czujemy się piękne i jak wyglądamy w oczach innych. Naturalność to dziś nie tylko kwestia składu kosmetyków, ale i podejście do makijażu, który nie przypomina maski. Troska o cerę to pierwszy krok, który my, kobiety powinnyśmy zrobić w stronę lepszego wydania siebie.

Artykuł powstał ze współpracy z marką dermokosmetyków Colline Pharma